Blog Kacpra Tekieli

 

Direttissima Mięguszowieckiego Szczytu Wielkiego i kilka innych przejść

Słowo wstępu

Wszystko zaczęło się od wspaniałych wiadomości na ulubionym portalu pogodowym - żółte słoneczka w każdej możliwej rubryczce... Po kilku dniach opadów w Tatrach, śnieg potrzebował co najmniej kilku ładnych dni "lampy" by związać się bardziej z gruntem. Kilka przejściowych dni o ładnej aurze udało się wykorzystać na Hali Gąsienicowej, gdzie w towarzystwie nieodłącznych pyłówek udało się razem z Jędrzejem Myślińskim przejść najpierw 400-matrowy Filar Staszla (M5+), a następnie płytę Lerskiego wraz z Granią Zawratowej Turni (M3).

Kacper Tekieli na "Romboidalnej Płycie" Filaru Staszla. fot. Jędrzej Myśliński

Następnie podjąłem udaną próbę pobicia swojego rekordu na Północnym Filarze Świnicy, choć w związku z samotnym charakterem wspinaczki, miejsca wycenione na więcej niż III, obchodziłem bokiem filaru, czyli WHP35. Całość zajęła mi 1 godzinę i 33 minuty. Kolejną samotną drogą, zrobioną nota bene w kolejnych godzinach, była kombinacja WHP32 i 33 na północnej ścianie tej samej góry. Gdy na Halę, prosto z zawodów na Pilsku, przybyła Ola Dzik, wybralismy się na jeszcze inny wariant przechodzący przez północna ścianę Świnicy - WHP33 z autorską drogą wyjscia na szczyt (dotychczas nie znalazłem sladów użytkowania wspomnianego fragmentu, choć zastrzegam, że mogą się jeszcze takie pojawić), 15- metrowym zacięciem o trudnościach około IV+. Następnego dnia, niejako na dobicie zjazdu, wspielismy się lewą stroną Czuby nad Karbem, drogą Niemiec - Ziobro (M4+).

Ola Dzik na wyjsciu z 15-metrowego zacięcia, tuż pod północnym szczytem Świnicy. fot.Kacper Tekieli

 

Direttissima MSW

Niezmieniająca się prognoza, dawała nadzieję na wprowadzenie w zycie pomysłu na przyszło-weekendową wspinaczkę jedna z największych ścian tatrzańskich - północną ścianą Mięguszowieckiego Szczytu Wielkiego, wyrastającego na ponad tysiąc metrów z tafli Morskiego Oka. Choć warunki jak na złość miały się ku pogorszeniu właśnie w sobotę, podjęlismy razem z Jędrzejem Myslińskim próbę na słynnej Direttissimie. Dzień wcześniej każdy samotnie przygotował się do tego przejścia, Jedrzej na Korosadowiczu (prawa Kazalnica), ja natomiast na dwóch krótszych drogach na Buli pod Bandziochem. Relację z gwoździa tego zjazdu przedstawiam poniżej w formie  zdjeciowej.

Wejście w ścianę okazało się bardziej problematyczne niż jej pierwsze 700 metrów. U podstawy napotkalismy niegasnący strumień lawinki wskazujący na nieprzyjemną jakość śniegu w Kotle, oraz zapowiadany na ten dzień Halny. Mimo tego tempo zddobywania kolejnych metrów nie pozostawiało wiele do zyczenia. Na zdjęciu Jędrzej Myśliński po wyjsciu z jednego z kuluarów. Fot.Kacper Tekieli

Powyżej popularnie zwanego "Nietoperza" jakość śniegu drastycznie pogarszała się. Cukier, którym przy silniejszych porywach Halnego dostawało się w nieprzyjemny sposób po twarzy, uniemożliwiał utrzymanie tempa poprzednich godzin. Na zdjeciu Kacper Tekieli zblizający się z wolna do kopuły szczytowej MSW. fot. Jędrzej Myśliński

Przed południem nie było jeszcze najgorzej, odsłaniająca się olbrzymia ekspozycja dodawała otuchy. Dopiero około 13 mgła zasłoniła całość doliny, a wiatr zaczął wiać z prędkością 110km\h . fot. Jedrzej Myśliński

Wreszcie w kopule szczytowej. Jędrzej poprowadził chyba najtrudniejszy wyciąg drogi, polany cienkim lodem. fot. Jedrzej Myśliński

 

Kolejny fragment "Wawrytki" przeszliśmy już w czasie załamania pogody, do szczytu został jeszcze jeden wyciąg. fot. Jędrzej Myśliński

Na wierzchołku MSW zameldowaliśmy się o 14:25, czyli po 7 godzinach i 25 minutach wspinaczki. Czas dobry, choć mógł być lepszy. I niech będzie to pobudką do powrotu na tę długą, piękną linię. fot.Kacper Tekieli

Osiągnięcie tego szczytu miało być najbardziej zapamiętanym wydarzeniem tego dnia. Stało się jednak inaczej, gdyż w czasie długiego i tak zejścia, wiatr urządził nam piekło. Kacper Tekieli na szczycie MSW. fot. Jędrzej Mysliński

bez komentarza. fot. Kacper Tekieli

Ostatnie zmiany: 09.02.2011

wróć

Komentarze:

:) dnia 12.04.2012 o godzinie 12:37
Lelo :)

Dodaj swój komentarz