Blog Kacpra Tekieli

 

Makalu 2011 - po wyprawie

Relacje, zdjęcia i filmy, które przedstawiają najbardziej interesujące aspekty wyprawy, pojawiły się w hurtowych ilościach w sieci i na róznego typu prelekcjach, dlatego ich powielanie - nawet w najbardziej prywatnym tonie uznałem za sprawę zbyt męczącą i niepotrzebną. Wyprawa osiągnęła swój bardzo ambitny cel sportowy, przy okazji zapłaciła wielką cenę, która tak naprawdę nie była opłatą obowiązkową. Ja osobiście zdobyłem ogromną ilość potrzebnej wiedzy z zakresu wspinaczki bardzo-wysokogórskiej i o tych nawet najbardziej nudnych i szczegółowych nauczkach będę w sposób oszczędny opowiadał. Proszę pamiętać, że są to spostrzeżenia, które dotyczą mojej osoby i nie roszczą sobie pretensji do bycia uwagami instruktażowymi.

na podstawie fot. z archiwum wyprawy Adam Ciućka, Adam Bielecki, Tomek Chwastek i Kacper Tekieli

Odmarzanie dłoni

Rok temu w czasie zimowej wspinaczki w Tatrach, odmrożeniu w II stopniu uległy palce moich rąk. Po blisko miesięcznym leczeniu i nauki wszystkich niezbędnych operacji sprzętowych w nowych grubszych - cieplejszych rękawicach, udało mi się wrócić w Tatry i przejść jeszcze kilkanaście dróg. Choć przeczulone palce niejednokrotnie wystawione były na próbę, to umiejętność wspinania i asekuracji bez zdejmowania rękawic pozwoliły mi skończyć sezon bez dalszych przykrości.

Kilka tygodni przed wyprawą, okazało się, że moje osobiste cargo wysłane do Kathmandu zaginęło. Wobec olbrzymiego napięcia finansowego stanąłęm przed poważnym problemem, który prawie całkowicie pokonał za mnie kierownik wyprawy, pożyczając lub oddając niezbędne wyposażenie. Jednak ulubionych rękawic zdobyć się nie udało, więc postawiłem na inną taktykę: łapawice + operacyjna polarowa wkładka.

System ten nie sprawdził się ponieważ:

  • w łapawicach nie byłem w stanie wykonać najbardziej prymitywnych czynności, takich jak wpięcie się do poręczy czy wyjęcie czegoś z kieszeni - powodowało to zbyt częte ich zdejmowanie.
  • polarowe rękawiczki wewnętrzne nie były w moim przypadku użyteczne, gdyż nanosiły płatki śniegu do wnętrza łapawicy przy okazji każdego zdjęcia tych drugich, oraz znacznie spowolniały rozgrzewanie dłoni metodą ciało do ciała.

Tak więc uważam, że zachowanie manualnych zdolności w grubych pięciopalczastych rękawicach stanowi jedyną skuteczną metodę ochrony dłoni przed mrozem.

Kacper Tekieli na podstawie zdjęcia Artura Hajzera

Logistyka żywieniowa

Z zazdrością patrzyłem na Tomka Wolfarta, który zabrał ze sobą na wyprawę kartonik Princessy orzechowej. Naiwnie myślałem, że batony typu carbo w zupełności wystarczą i zaspokoją potrzebę zjedzenia czegoś smacznego. Nic bardziej mylnego. Pozostając przy odżywce węglowodanowej wybrać należało cargo w proszku które znakomicie korepondowałoby z gorącą wodą w camelbagu.

Przypominam niezorientowanym, że w przypadku osób będących na diecie niskowęglowodanowej aż 70% utraconej wagi stanowi sucha masa mięśniowa!!! Mimo, że w bazie zajadaliśmy się węglowodanami w postaci ryżu czy makaronu, to lekkostrawna forma carbo-doładowania była dla mnie towarem deficytowym. Wracając do innych form uzupełniania "węgli", powinienem byłem zabrać kilka dużych opakowań ulubionych wafelków w czekoladzie, kartonik mlecznej czekolady i wzorem Adasia Ciućki porządny wór dobrze wchodzących Gorących Kubków. Tego typu pożywienie, na które ochotę miałem nawet w obozie III na 7400m, byłoby dużym zastrzykiem energii, której ewidentnie zabrakło w kilku momentach wyprawy.

Inne odczucia

Walka z wysokością jest niewątpliwie wielkim i nieporównywalnym z niczym innym sprawdzianem dla organizmu. Nie jest jednak sprawdzianem równie satysfakcjonującym jak pokonywanie trudności czysto technicznych, zwłaszcza w terenie mikstowym. Wniosek wypływa samodzielnie: najbardziej satysfakcjonującą formą działalności górskiej jest techniczna wspinaczka na dużej wysokości. Żeby osiągnąć ten pułap należy moim zdaniem wspinać się technicznie na przystępnych dla wpinacza wysokościach z nadzieją  podnoszenia swoich możliwości aklimatyzacyjnych, miast próbować "łazić" jeszcze wyżej, ale nie być w stanie zawiązać "ósemki". To właśnie wydaje mi się być naturalną drogą ambitnego wspinacza.

Trudno o lepszą naukę niż zderzenie z himalajskim supergigantem.

 

Wracając do spraw ważniejszych niż moje prywatne przemyślenia, pragnę przypomnieć, że w skutek odmrożeń, nasz przyjaciel Maciek Stańczak stracił części wszystkich palców obu dłoni. Jego życie weszło w fazę radykalnych zmian, które wymagają nie tylko woli walki, ale również funduszy. O to pierwsze zadba sam Maciek, o to drugie zadbać powinniśmy my. Jeżeli kogoś zainteresowała ta prośba, niech otworzy poniższy link i dowie się szczegółów:

http://maciejstanczak.pl/

 Maciej Stańczak na podstawie fot Adama Bieleckiego

 

 Podziękowania:

Sponsorami wyprawy byli:

         

 

Moje uczestnictwo  zostało wsparte dodatkowo przez:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ostatnie zmiany: 05.12.2011

wróć

Komentarze:

stefek dnia 05.12.2011 o godzinie 17:22
"instruktaŻowymi" !
Kacper dnia 05.12.2011 o godzinie 17:35
bardzo dziękuję, już poprawiłem

Dodaj swój komentarz