Blog Kacpra Tekieli

 

Próba na Młynarczyku

    Wydłużające się czekanie na kończącego tego dnia swoja wspinaczkę Jędrzeja, wymusiło zmianę pierwotnych planów o drodze na połudnowej ścianie Kieżmarskiego Szczytu. Potrzebowaliśmy lini, pod którą będziemy w stanie trafić po ciemku.

    Wybór padł na ładnie prezentujący się filar Młynarczyka - pierwszej "wybitności" słowackeij doliny Białej Wody. W szybko zapadającym zmroku dotarliśmy na wysokość masywu i rozpoczęliśmy poszukiwanie wygodnego kawałka mchu. Nastawiliśmy budziki na 4 rano i zapadliśmy w płytki sen.

    Podejście okazało się jednym z najbardziej problematycznych, albo przynajmniej trudnych, z jakich miałem okazję korzystać. Choć góra zdaje się wyrastać prosto z lasu, to stoi na pewnego rodzaju podeście, którego "zdobycie" we wrzechobecnej porannej wilgoci wymagało od nas sztywnej asekuracji. Również trawersowanie podnóża, aby dostać się pod wybraną formację, skłaniało do aptekarskiej precyzji kroków. Wszystko zajęło nam więcej niż powinno i więcej niż się tego spodziewaliśmy.

    Wreszcie udało się rozpocząć właściwą część wycieczki - w nieprzyjemnym odczuciu popełnionego "błedu prognozowego" (po pięknym i świeżym brzasku, na horyzoncie pojawiły się chmury, których początkowo spodziewaliśmy się wczesnym popołudniem). Szybko okazało się, że "cyfra", która po naszej stronie Tatr wymagałaby jednynie trochę czujnosci i koncentracji, u naszych sąsiadów jest już sytą wspinaczką. W moim odczuciu (choć z góry zaznaczam, że jeśli chodzi o wyceny we wspinaczce klasycznej jestem raczej słabiakiem) to ciąg trudności a nie najtrudniejszy przechwyt, decydują o wycenie trudnosci wyciągu i drogi. Do tych własnie ciągów, dochodzi jeszcze całkowicie własna asekuracja (chyba, że ktoś w pełni ufa kwitnącym hakom i zielonym taśmom). Wszystko to złożyło się na niebezpieczne wydłużenie czasu akcji, która otwarcie mówiąc nie przebiegała w całkowicie czystym stylu (kilka razy AO i bloki). Na dwóch - z trzech - ukończonych wyciągów, zmuszony byłem asekurować się z jednej żyły, by po założeniu stanu, na drugiej wciągać plecak. Na trzecim odcinku drogi, przez zbyt wielką uwagę poświęconą zbliżającym się z nad Gerlacha chmurom, popełniłem niewielkie odpadniecie, które zakończyło się na półeczce kilka metrów niżej. Początkowo nie widziałem większego problemu i czym prędzej dokończyłem wyciąg, jednak po ściągnięciu Jędrzeja, okazało się, że nie jestem w stanie po raz kolejny wsunąc stopy do buta wspinaczkowego (okazało się to niemożliwe przez kolejnych kilka dni :( ), a zbliżająca się burza dopełniła decyzji o założeniu zjazdu...

 

    Mimo nieudanej akcji, dzień ten był wielce edukacyjny, nie tylko ze względu na bliższe zapoznanie ze słowacką skalą trudności. Dostaliśmy nauczkę również w sferze planowania (biwak przed wejściem w ścianę -ze względu na krótkie okno pogodowe nazajutrz - powinien mieć miejsce bezpośrednio pod pierwszym wyciągiem, na co bez problemu pozwala okapisty charakter podnóża Młynarczyka). Wycieczka miała też walory poznawcze zarówno pod kątem "zbliżającej się" zimy, jak i wynalezienia celów klasycznych w tym przepięknym, jakże przystępnym miejscu...

Ostatnie zmiany: 19.01.2011

wróć

Komentarze:

Gosc dnia 27.08.2010 o godzinie 09:38
ladnie ladnie ale jaka to droga na tym Mlynarczyku?
wilkart dnia 30.08.2010 o godzinie 18:37
Na lacze mu padlo i lezy do tej pory to nie napisal, ale jak mu sie podniesie to sie dowiemy
:-)

A.
kacper dnia 31.08.2010 o godzinie 11:34
coś nie mogę z przyczyn technicznych wporwadzić tego tekstu, jak bede miał dłuzszą chwilę to będę ię dowiadywał u żródła
żeby nie było że gram na zwłoke to po trzech wyciagach filaru młynarczyka z powodu nadchodzącej burzy wykonalismy kilka zjazdów i koniec :( a szkoda i na pewno nie koniec z tym młynarczykiem

Dodaj swój komentarz