Relacja Adama Bieleckiego z ataku na K2

Baza 02.08.2012

26 lipca zapanowała w bazie nerwowa atmosfera ze względu na tajemniczą prognozę pogody, która mówiła o super oknie pogodowym 29 lipca. Zgodnie z nią my również przesunęliśmy planowane wyjście o dzień wcześniej, niemniej jednak śnieżny i wietrzny poranek 27 lipca pozbawił nas wszelkich złudzeń i kazał pozostać w bazie. Zgodnie z pierwotnym planem wyruszyliśmy 28 lipca a plan ten zakładał dojście do jedynki, następnego dnia do trójki, gdzie chcieliśmy spędzić dwie noce przedzielone wyjściem aklimatyzacyjnym na wysokość co najmniej 7800m. Do jedynki dotarliśmy szybko i sprawnie. Musieliśmy poświęcić blisko dwie godziny na remont naszego namiotu, w którym było spore jeziorko z wytopionego śniegu. Na szczęście śpiwory zapobiegliwie były podwieszone i pozostały suche. 29 lipca już około piątej rano byliśmy w drodze do dwójki do której dotarliśmy po zaledwie trzech godzinach. Od razu ruszyliśmy wyżej aby około 15 dotrzeć w miejsce obozu 3 na wysokości 7410m. Równolegle do trójki zmierzała duża grupa wspinaczy komercyjnych na tlenie wraz z obsługującymi ich Szerpami a także większość z pozostałych atakujących w tym roku K2 ekip. 30 lipca rano grupa komercyjna ruszyła do czwórki. My ze względu na silny wiatr zostaliśmy w namiocie i zastanawialiśmy się co dalej robić. Rezydujący obok w namiocie Christian Stangl zaproponował nam wspólne wyjście w stronę szczytu około 22. Postanowiliśmy z Marcinem, że nocne wyjście w górę to dobry pomysł - w najlepszym wypadku da szanse pójścia na szczyt a w najgorszym zapewni aklimatyzację, po którą wyszliśmy z bazy. Pod wieczór wiatr ustał zupełnie a nad nami było rozgwieżdżone niebo. O 22 objedzeni i opici wyruszyliśmy w trójkę po dobrze wydeptanym szlaku w stronę obozu czwartego. Początkowo prowadził Christian ale potem my. Po jakimś czasie wysunąłem się mocno do przodu. Po trzech godzinach dotarłem na ramię K2 i ku mojemu zdumieniu ujrzałem długi rząd czołówek ciągnący się od połowy ramienia aż do końcówki tzw. "szyjki od butelki" oznaczało to, że grupa komercyjna Dawy zdecydowała się podjąć próbę ataku szczytowego a było to zdumiewające bo przypominało wyglądem raczej noc na Mont Blanc niż na K2. Zdecydowałem się poczekać na Marcina aby ustalić co dalej robimy. Marcin stwierdził, że idzie zbyt wolno aby o bezpiecznej porze wejść na szczyt, ja natomiast postanowiłem spróbować zaatakować. O wschodzie słońca byłem już w górnej części szyjki od butelki, pogoda dalej była przepiękna. Przed szóstą pokonałem już słynny trawers pod serakiem i... utknąłem w korku. Sytuacja była kuriozalna, czułem się świetnie, pogoda była piękna ale nie mogłem się dalej wspinać gdyż przede mną ciągnął się niezwykle wprost powoli sznureczek kilkunastu osób, których nijak nie dało się wyminąć. Wiedziałem, że każda minuta na tej wysokości działa na moją niekorzyść, niemniej jednak nie jest łatwo zrezygnować z wejścia na K2, szczególnie z takiego absurdalnego powodu jak ludzki zator. Postanowiłem poczekać cierpliwie na rozwój sytuacji i na jedynej malutkiej skałce na całym lodowym zboczu uciąłem sobie godzinną drzemkę. Po przebudzeniu szybko dogoniłem peleton, który w tym czasie zdążył już przyśpieszyć (wcześniejsze wolne tempo spowodowane było oczekiwaniem aż Szerpowie zaporęczują odcinek, który moim zdaniem można było pokonać bez wparcia liny, co też uczyniłem przerażony perspektywą wpinania się do jednej 5mm liny wraz z ponad dwudziestką innych wspinaczy). Na polach podszczytowych „tłok” się rozładował i każdy swoim tempem mógł już iść do wierzchołka. . Przejście pól podszczytowych przechodzących stopniowo w grań zajęło mi trzy godziny i kosztowało mnie prawdopodobnie więcej siły woli niż jakikolwiek odcinek wcześniej w życiu pokonany. O 10.30 31 lipca silnie wzruszony stanąłem na wierzchołku, na którym było już sporo ludzi, silny wiatr i widok morza chmur z którego nie wystawał żaden oprócz naszego wierzchołek. Na szczycie zrobiłem kilka zdjęć, nakręciłem krótki filmik i szybko zacząłem schodzić mijając kolejnych membersów i asekurujących ich Szerpów. Na początku trawersu spotkałem jeszcze Christiana Stangla i Oscara Cardiaca, którzy powoli posuwali się do góry, dałem Christianowi moją czołówkę, kilka batoników i kontynuowałem zejście. Już o godzinie 13.20 dotarłem do trójki gdzie czekał na mnie Marcin z płynami których tak bardzo potrzebowałem. Postanowiliśmy kontynuować zejście i o 17.30 dotarliśmy do obozu pierwszego. Następnego dnia rano tj. 1 sierpnia około 10 byliśmy już bezpieczni w bazie.

Dzień 31 lipca był dniem w historii K2 absolutnie bezprecedensowym, na szczycie stanęło łącznie 28 wspinaczy z kilku krajów w tym czterech zrobiło to bez użycia dodatkowego tlenu z butli – Irańczyk Azim i ja około 10.30 i Christian Stangl z Oscarem cadiachem około 17. 1 sierpnia na szczyt wszedł jeszcze bez dodatkowego tlenu nasz przyjaciel Peter Hamor i jego partner Pavel Bem (burmistrz Pragi) co daje sumę 30 wspinaczy stanowiących prawie 10% wszystkich dotychczasowych wejść na K2.

Marcin zostaje w bazie aby zgodnie z pierwotnym planem przeprowadzić w dniach 7-8 sierpnia atak szczytowy. Ja poczekam na niego w bazie i będę "zabezpieczał tyły". Na 12 sierpnia planujemy rozpoczęcie karawany powrotnej.

Wyprawa odbywa się w ramach programu sportowego "Polski Himalaizm Zimowy 2010 - 2015", który patronatem honorowym objął Pan Bronisław Komorowski Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej. Program ma wsparcie Ministerstwa Sportu i Turystyki a sponsorem generalnym jest PKN Orlen S.A.

Pozdrawiamy serdecznie 

Adam Bielecki i Marcin Kaczkan


Przeczekiwanie zatoru na 8300 m


Oscar Cadiach na Trawersie pod Serakiem


Trawers w górnej partii Szyjki od Butelki.
MR. Khoo Swee Chiow,SINGAPORE 



Adam Bielecki na szczycie K2 31.07.2012, 10.30 AM


Szyja od Butelki z góry. W dole obóz IV


Na szczycie K2

Dodał marek karnecki dnia 03.08.2012

cofnij