Blog Kacpra Tekieli

 

Trenujemy, planujemy, czekamy....

Dzwonimy do siebie, umawiamy się, wymieniamy pomysłami, dzielimy planami zakupowymi... Ja, mimo tego, że właśnie siedzę na Hali Gąsienicowej, mam za soba pierwszą wycieczkę w warunkach prawie zimowych i za oknem iście styczniową aurę, jak głupi oglądam w kółko zdjęcia z poprzedniej zimy...

Wspominam po koleji każde "sportowe" wyjście, udane czy nie udane, na nartach czy na wspinanie...

fot. Przemek Orcholski .Styczeń. Kamil i Kacper przed zjazdem z przełęczy Zawrat. Długo walczylismy o to by dostać się na siodło - ilość śniegu była porażająca, choć nie aż tak jak jego konsystencja... Zjazd udany - od połowy po "betonie".....bo jadący na desce Przemek, pomógł wyjechać 200 -stu metrom przełęczy prawie do Zmarzłego Stawu...

 

 fot.Kacper Tekieli.Styczeń. Olbrzymi obryw na Przełęczy Mylnej. Razem z Arturem Pędziwilkiem długo męczyliśmy się, aby dostać się na "start" celem przejścia grani Koscielców... W którymś momencie obaj wyczulismy, że poruszamy się po terenie o wątpliwym stopniu stabilności... Zdecydowaliśmy się na sztywną asekurację...Zdecydowałem się dobić do końca ten jeden mały haczyk na mijanym kamieniu. Gdyby nie te dwa zdarzenia, nie byłoby kolejnych przejść...

 

fot.Jędrzej Myśliński.Styczeń. Patrzę w dół i planuję drogę ucieczki. Nieudana próba na WHP114 na wschodneij ścianie Kościelca. Pomyliliśmy drogę, wszystko popieprzyliśmy, choć decyzja o odwrocie nie przyszła szybko i łatwo...

 

 fot.Kacper Tekieli.Ostatni dzień stycznia. Jędrzej Myśliński na stanowisku kończącym kruchy, prostujący drogę wyciąg. Dzień po nieudanej 114 - stce postanowiliśmy podjąć próbę wejścia, w bardzo nieprzyjaznych warunkach pogodowych, Prawym Żebrem Skrajnego Granatu. Pierwsze udane przejście tej zimy stało się faktem  - a nie było łatwo. Nieświadomie poprowadziłem prostujący względem tradycyjnego wariantu wyciąg, o którego praktykowaniu część osób wogóle nie słyszała; choć ciężko spodziewać się, by w tym masywie była możliwa rzecz nowa, to na pewno od miesięcy nie było tam nikogo - trudności w okolicach M5, dachówkowaty układ części skalnej, płytkie trawki, kruszyzna...

 

fot.Artur Pędziwilk. Luty. Kacper na Uszatej Szafie (Zadni Kościelec) - największym uskoku Grani Kościelców. Po raz kolejny warunki pogodowe nie dopisały; wszechobecny pył, silny wiatr, powolne zdobywanie kolejnych metrów. Pełen sukces i pełna satysfakcja.

 

fot.Kacper Tekieli. Luty. Jędzrzej przed wejściem w Drogę Niemca, poprowadzonej w Buli na Kocioł Kościelcowy. Za wyjątkiem piątkowego zacięcia, pełna przyjemność niedaleko Murowańca, w słoneczku. Dzień pół-restowy po Grani Kościelców i dzień przed planowanym przejściem Stanisławskiego.

 

fot.Artur Pędziwilk. Luty. Kacper po ukończeniu pierwszego wyciągu na Drodze Stanisławskiego na Zachodniej Ścianie Kościelca. Decyzja o próbie na tej właśnie drodze zapadła w kilka sekund...i dobrze, choć sypało nam się na kołnierze niemiłosiernie, choć paplaliśmy się 7,5 h było wspaniale. Walka przez wielkie W.

 

fot.Kacper Tekieli. Luty. Jedrzej dochodzi do grani po ukończeniu Żebra Czecha na Wierchu pod Fajki. Oprócz piątkowego zacięcia nie było wyzwań sportowych. Nie miałem natomiast wcześniej okazji wspinać się w takim wietrze. Aby przekazać sobie ważną treść, zdarzało się czekać do kilku minut by następnie wrzasnąć drugiemu do ucha z całej siły.

 

fot.Jędrzej Myśliński. Luty. Kacper wspina się w deszczu po jednym z Tatrzańskich mini - masywów. Aby nie tracić dnia zjazdu, mimo ulewnego deszczu wybraliśmy się na trening drytoolowy.

 

fot.Kacper Tekieli. Marzec. Podczas obozu KW Trójmiasto, przyszło mi czekać na Jędrzeja kilka dni. Wybrałem się sam na trójkową Drogę Blondyna na  Buli pod Bandziochem, aby wprawić się we wspinaczce solowej. Na zdjęciu widać zjazd jaki założyłem na końcu drogi, celem zebrania przelotów założonych na ostatnim wyciągu.

 

fot.Kacper Tekieli. Marzec. Kolejna trójkowa  droga na własnej asekuracji na Buli pod Bandziochem - Żlebem. Na zdjęciu widoczne kluczowe zacięcie, w kilkanaćie minut po jego przejściu - a kilka minut przed usunięciem użytego w nim szpeju.

 

fot.Kacper Tekieli. Marzec. Jędrzej (w samym środku zdjęcia) zakłada stanowisko przed kluczowym wyciągiem drogi Bruce Lee i złodzieje dróg czyli swoistej Direttissimy Buli pod Bandziochem o wycenie M6+. Udało się w, bylismy bardzo zadowoleni :).

 

fot.Kacper Tekieli. Marzec. Bardzo ostra grań Świnicy na odcinku przed Niebieską Turnią. Poszedłem sam - nie obyło się bez protekcji, nawisy były przerażające a zdecydowałem się iść ściśle granią.

 

 fot.z arch.K.T. Kwiecień. Zjazd z Koziej Przełęczy - już po kalendarzowej zimie - nie ukrywam, że kilka metrów na plecach :)

 

fot.Kacper Tekieli. Kwiecień. Po ukończeniu drogi "Hińczowa Wprost". Samotne wyjście na Mięgusza było dla mnie najpiękniejszym zdarzeniem pod względem estetycznym. Pierwsza część drogi od tafli Morskiego oka do Hińczowej Przełęczy trwała ponad 2h - choć nie używałem asekuracji, to miałem ją przy sobie na okoliczność odcinka Hińczowa - Szczyt Mięgusza. Ze względu na dziwnie poruszające się w słońcu nawisu zarządziłem odwrót 40 wertykalnych metrów przed wierzchołkiem.

 

 

fot.Kacper Tekieli. Kwiecień. Tomek Oleksiak i Jarek Gawrysiak na wchodnim filarze Zadniego Kościelca, czyli WHP 100. Zrobiliśmy to na dwa niezależne zespoły (Gawrysiak,Oleksiak i Dzik,Tekieli). Używaliśmy na zmianę dziabek i dłoni - czuliśmy prawdziwy koniec zimy... Słońce świeciło mi w twarz od rana do wieczora, dostałem udaru i straciłem głos - a warto podkreślić, że byłem dzień przed - jak się spodziewałem i jak się później okazło - bardzo ważną randką ;)

 

Trenujemy, planujemy, czekamy... na kolejną - piękniejszą niż wszystkie panny Wiosny razem wzięte - Zimę.

 

 

 

 

 

Ostatnie zmiany: 19.01.2011

wróć

Komentarze:

Nie odnaleziono

Dodaj swój komentarz