|
Blog Wojciecha Kozuba |
Zadni Gierlach |
24 kwietnia zespół Tadek Dzięgielewski, Daniel Piskorz oraz Wojtek Kozub przeszli drogę WHP 1651 w Masywie Zadniego Gierlacha. Linia ta biegnie dnem północno – zachodniej depresji pomiędzy Wielicką Turniczką a Niżnią Wysoką Gierlachowską. Letnie trudności V, zimowo WI5+, długość około 400 metrów / 9 godz. Być może było to pierwsze przejście w warunkach zimowych.
Polana Pod Wysoką – My i zacietrzewiony Cietrzew
W końcu polana! Jak zwykle podejście Białą Wodą dłużyło się w nieskończoność. Tak naprawdę to dopiero jedna trzecia, bo północno – zachodnie zerwy Zadniego Gierlacha należą do najdalej usytuowanych w głąb Tatr. Nagle widzimy jak z krzaków wychodzi jakieś dziwne zwierze. Początkowo myśleliśmy, że misiek, jednak gdy podszedł bliżej okazało się, że to cietrzew. Podchodzi coraz bliżej i bliżej... Dziwimy się, że w ogóle się nie boi. My sobie tutaj spokojnie odpoczywamy, a to ptaszysko zaczyna nas atakować!!! Normalnie jesteśmy w szoku. Koleś szuka dymu!!! Nas trzech, on jeden!!! Tadziu tłumaczy, że jest pewnie w okresie godowym i wkurzył się kiedy zobaczył na jego terenie trzech samców;)
Przez kilka minut dogłębnie poznaliśmy co to znaczy być zacietrzewionym! Zmykamy przed ptaszyskiem i dalej do Doliny Kaczej.

Zacietrzewiony Cietrzew fot. Tadek Dzięgielewski
Za progiem zima
W pobliżu skutego lodem stawu zostawiamy część rzeczy, szpeimy się i dalej napieramy przez Gierlachowskie Spady pod ścianę. W sumie od Łysej Polany podejście zajęło nam prawie siedem godzin. Ze względu na odległość ściana ta rzadko bywa celem wspinaczek, nie mówiąc już o zimie.
Nasza droga ma charakter depresji, która w kilku miejscach jest przedzielona pionowymi progami. Jest dużo lodu, więc wspinanie całkiem przyjemne.
W oddali na północno - wschodnich ścianach Żłobistego, Rumanowego i Ganku non stop schodzą wiosenne lawiny. Nie przypadkowo wybraliśmy tę ekspozycję – na północnych i północno – zachodnich jest raczej bezpiecznie. Dopiero po południu, kiedy zaczyna operować kwietniowe słońce, robi się nie przyjemnie. Miękko i mokro.

Przebieg WHP 1651 fot. Tadek Dzięgielewski
Wspinanie
Pierwsze 150 metrów robimy bez asekuracji. Potem już do końca na sztywno wyszło osiem długich wyciągów. Najtrudniejszy był w połowie ściany. To pięćdziesiąt metrów niemal pionowego zacięcia wypełnionego lodem. Poruszanie się na tym odcinku wymagało bardzo delikatnej wspinaczki po cienkiej warstwie lodu, który pękał przy mocniejszym wbiciu dziaby. Podobnie trzeba było uważać na stopnie. Asekuracja na początkowych dwudziestu metrach była całkiem komfortowa – haki. Kolejne 30 metrów to czujne i psychiczne wspinanie przy skąpej protekcji – śruby. Na samym końcu wyciągu przewinięcie w prawo przez okap. Generalnie całość po prawie pionowym lodzie, więc bardzo siłowe. Jeśli chodzi o same techniczne trudności, to miało to co najmniej WI5. Natomiast biorąc pod uwagę miąższość lodu, to wycena może sporo wzrosnąć.
Kolejne metry to już nieco łatwiejsze pomykanie rynnami wypełnionymi firnem i lodem. Bardzo przyjemne i satysfakcjonujące.

Kluczowy wyciąg WI5+ fot. Tadek Dzięgielewski

W ścianie fot. Tadek Dzięgielewski
Na Piku – Wielicka Turniczka
Droga kończy się na Niżniej Łuczywniańskiej Szczerbinie. Zaraz w lewo jest niepozorny wierzchołek Wielickiej Turniczki. Tam gotujemy i już po ciemku zaczynamy schodzić jedynkową granią na Litworową Przełęcz.

Wielicka Turniczka – koniec drogi fot. Tadek Dzięgielewski
Zejście
Jesteśmy już bardzo zmęczeni. Samo wspinanie zajęło niewiele, bo dziewięć godzin, jednak kiedy dodamy podejście, to wychodzi prawie dwa razy tyle. Na przełęczy znowu odpalamy jetboila. Delektujemy się przepięknymi widokami – po jednej stronie Dolina Wielicka po drugiej przepięknie lśniące w świetle Księżyca masywy nad Kaczą i wystające zza grani – Wysoka, Rysy i Niżnie Rysy. Jest pięknie!!!! Ile razy człowiek marzy o takich chwilach!!!

Gotowanie na Litworowej Przełęczy fot. arch. Tadek Dzięgielewski
W Kaczej – 01:00
Po ponad dwudziestu godzinach akcji docieramy do depozytu, który zostawiliśmy rano poprzedniego dnia. Jesteśmy tak wypruci, że nawet nie ma siły, żeby się załatwić. Po kilkunastu minutach powoli zaczynamy działać. O czwartej rano idziemy spać...
Powrót
Mimo że tylko cztery godziny snu, to czujemy się całkiem nieźle. W drodze powrotnej podziwiamy niesamowite widoki na Dolinę Ciężką i Masywy Młynarzy.
Kwietniowe wspinanie ma to do siebie, że powroty są niezwykle przyjemne – na górze pełnia zimy, na dole cudna wiosna.
Przez cała wycieczkę która trwała ponad dwa dni, dopiero w niedzielę po południu na Polanie Biała Woda spotykamy pierwszych turystów.

Z powrotem na Polanie Pod Wysoką fot. arch. Tadek Dzięgielewski
Ostatnie zmiany: 07.05.2010
wróćKomentarze:
| Nie odnaleziono |
Dodaj swój komentarz













